We wtorek rano spakowaliśmy bagaże i ruszyliśmy w drogę na wschód w kierunku Rotorua. Zanim jednak opuściliśmy Taumarunui, zatrzymaliśmy się przy lokalnym Wharenui, domu spotkań lokalnego plemienia Māori.

Wharenui służy jako miejsce gdzie Māori spotykają się ze swoimi przodkami, jak również rodziną i pobratymcami. Budynek jest na terenie Marae, który zwykle jest kompleksem budynków i innych symboli plemienia, pełniących funkcje sakralne, społeczne i niekiedy również polityczne. Konstrukcja Wharenui reprezentuje świętego przodka plemienia, przód to twarz i ramiona, a belki wewnątrz równolegle do „ramion” to żebra. Wchodząc do Wharenui wchodzi się wewnątrz historii i „ciała” swoich przodków.

Turyści i goście odwiedzający te miejsca powinni wykazywać szacunek na terenie Marae, podobnie do bycia w kościele.
Po drodze do Rotorua, mieliśmy w planach odwiedzenie Parku Narodowego Tongariro. Centrum turystyczne parku znajduje się w wiosce Whakapapa, na wysokości ok. 1000 m. W centrum turystycznym znajduje się małe muzeum poświęcone geologii, naturze i historii trzech wulkanów, które się tu znajdują: Ruapehu, Ngaruhoe i Tongariro.

Ruapehu jest bardzo aktywny – miały miejsce trzy erupcje od 1995 roku. W centrum turystycznym są mapy pokazujące którędy lawa i tak zwane „lahary” (olbrzymie strumienie błota) by płynęły w przypadku erupcji, i jak się należy ewakuować.

Dowiedziałem się również wiele o olbrzymiej erupcji wulkanu Taupō, którego gigantyczny krater obecnie wypełnia największe i najgłębsze jezioro w Nowej Zelandii. Skutki tej erupcji w II wieku naszej ery, były widoczne w Chinach i odczuwalne w Europie, a teren na wschód został pokryty warstwą popiołu gruba na kilka metrów.

Nie mieliśmy niestety czasu żeby wspiąć się na jeden z tych wulkanów. Na Tongariro można wyjść bardzo popularną trasą (słynne Tongariro Crossing), i można też wyjść trasą turystyczną do jeziora w kraterze Ruapehu, ale Ngaruhoe jest tylko dostępny dla alpinistów. Zamiast zdobywać szczyty, udaliśmy się na 2-godzinny spacer do wodospadów Taranaki.

Pogoda była kiepska gdy zaczynaliśmy, ale później się wypogodziło. Wodospady były bardzo malownicze, skarłowaciały las inny niż busz na niższych wysokościach, a widoki na Ruapehu w drugiej części trasy, wyśmienite.

Widzieliśmy doliny usiane świeżymi skałami zbudowanymi z zastygłej magmy podczas trzech erupcji w ostatnich 23 latach. Wulkaniczny klimat tego parku narodowego jest bardzo warty uwagi.


Z ciekawostek dla fanów Władcy Pierścieni, na Tongariro i Ngaruhoe kręcono sceny w Mordorze. Tongariro w filmie reprezentuje Plains of Gorgoroth, a Ngaruhoe służyło za Mount Doom (Góra Przeznaczenia).

Po drodze do Rotorua, mieliśmy jeszcze dwa świetne przystanki we wtorek. Drogą stanową numer 1 przejechaliśmy wzdłuż jeziora Taupō (czyli defacto po obrzeżach krateru starożytnego nieczynnego wulkanu) i zatrzymaliśmy się w kilku miejscach żeby podziwiać piękne widoki. Māori mówią że Taupo to wewnętrzne morze, co nawet ma odzwierciedlenie w nazwie Taupōmoana której używają („moana” znaczy morze w języku Māori).

Ostatnią atrakcją przed dotarciem do Rotorua były niesamowite Huka Falls. Pierwszy europejczyk który je zobaczył (pułkownik brytyjskiej armii imperialnej), skomentował że w przyszłości będą one celem turystycznym, ze względu na swoje gwałtowne piękno. Nie mylił się.

Olbrzymie ilości wody rzeką Waikato wypływają z jeziora Taupō i kilkoma kaskadami zakończonymi 7 metrowym wodospadem, pędzą w dół kanionu.

Siła rzeki Waikato jest wykorzystywana do produkcji czystej energii – sieć elektrowni wodnych w dół rzeki od wodospadów Huka produkuje olbrzymie ilości energii. Wszystkie elektrownie będące częścią systemu Waikato produkują aż 15% zapotrzebowania na energię kraju.
Wieczorem we wtorek dotarliśmy do Rotorua, gdzie się spotkamy z moimi przyjaciółmi, których poznałem w Glasgow, ale teraz mieszkają z powrotem w Nowej Zelandii. Rotorua jest dużym centrum turystycznym, z dobrych powodów: to Nowozelandzka stolica gorących źródeł i aktywności geotermalnej wszelkiej rodzaju. Następny post będzie o tej niezwykłej okolicy.
Pozdrawiam,
Przemek



























































































