Melbourne

Od wczesnego poranka wczoraj, jesteśmy w Melbourne, drugim największym mieście Australii. Od samego początku miasto mnie zaskoczyło swoim rozmiarem, a zwłaszcza ilością wieżowców w centrum. Wyglądem centrum Melbourne przypomina inne duże nowoczesne miasta jak na przykład Szanghaj, albo nawet Nowy Jork.

Panorama Melbourne

Odwiedzamy tutaj przyjaciół, do których mieszkania w Collingwood dotarliśmy około 8:30 wczoraj rano. Po odświeżeniu się po długim locie, ruszyliśmy na spacer po okolicy. Zaczęliśmy od rewelacyjnego śniadania w japońskiej knajpie Cibi. Shainne, nasz australijski kolega, jest wielkim fanem Japonii, a w Melbourne najwyraźniej jest sporo japońskich wpływów. Ogólnie miasto jest bardzo kosmopolityczne, pod tym względem przypomina na przykład Berlin.

Bar Cibi

Collingwood to jedna ze starszych dzielnic miasta. Wiele domów tutaj może się pochwalić tradycyjnymi dekoracjami balkonów i tarasów. Głównie budowane w latach 20-30 XX wieku, domy te nazywane są „terrace houses”.

Dekoracje domów tarasowych

Wiele budynków tutaj jest pod ochroną konserwatora zabytków, wskutek czego ulice to mieszanka nowoczesności i tradycji. Dzielnica jest wypełniona restauracjami, barami i targami. Odwiedziliśmy dwa targi, Rose Street Market i drugi zaraz obok. Moją uwagę zwróciło graffiti, ciężko znaleźć tutaj stary mur który nie mógłby się pochwalić imponującym graffiti.

Targ i graffiti

Styl graffiti jest różnorodny, od stylizowanych pozawijanych liter, do pięknych portretów i wizerunków zwierząt. Spacer po okolicy zakończyliśmy odświeżającym piwkiem w jednym z ulubionych barów naszych gospodarzy – stoliki na dachu pozwoliły cieszyć się Słońcem.

Stoliki ukryte na dachu, niewidoczne z ulicy

Wczesnym popołudniem wzięliśmy tramwaj do centrum. Zgodnie z rekomendacją mojej Sary, która była już w Melbourne kilka razy, udaliśmy się do biblioteki stanu Victoria (Melbourne jest stolicą jednego ze stanów Australii, stanu Victoria). Ten imponujący budynek kryje w sobie muzeum poświęcone historii stanu, jak również dziesiątki tysięcy książek i piękną czytelnię.

Czytelnia biblioteki stanu Victoria

W muzeum spędziłem dużo czasu czytając o historii gorączki złota, tak zwanych „bushrangers” oraz na temat życia bandyty Neda Kelly, oraz jego starcia z prawem i ewentualnej egzekucji. Fascynująca historia, która teraz nie ma oczywistych dobrych i złych postaci, polecam poczytać o bushrangerach i historii rodziny Kelly. Australijski western pełną parą.

Zbroja Neda Kelly – kule policji się go nie imały

Temperatura dochodziła do 35°C, więc spacerując po okolicy chowaliśmy się w pięknych arkadach, które przechodziły między i pod wysokimi budynkami.

Arkady Melbourne

Tymi uliczkami dotarliśmy nad rzekę Yarra. Zatrzymaliśmy się tutaj w fajnym barze przy rzece, na degustacje kilku lekkich australijskich piwek. Na tym upale styl „Pacific Pale Ale”, często z cytrusowymi nutami smakowymi, jest idealny. Zmęczenia dało się trochę we znaki więc wróciliśmy około 18 do Collingwood na drzemkę.

Nad rzeką Yarra
W centrum czekając na tramwaj

Różnica temperatur i pór roku robi wrażenie. Różnica czasu póki co nie za bardzo. Na szczęście udało się spać wystarczająca ilość czasu w samolocie. Po odświerzającym prysznicu i drzemce, ruszyliśmy na wieczorny spacer.

Collingwood ożywa jeszcze bardziej późnym wieczorem. Puby, bary i niczym jak w Rzymie, artyzańskie lodziarnie otwarte do późna, ściągają wielu klientów. Na obiad udaliśmy się do kolejnego ulubionego miejsca naszych gospodarzy Charlie oraz Shainne’a – Union Club. Pyszne jedzenie, z menu inspirowanym kuchnią brytyjską oraz azjatycką (Korea, Japonia, Malaje) – mieszanka która wydaje się tutaj być standardem.

Wspaniały pierwszy dzień urlopu, wypełniony głównie rozmowami z naszymi przyjaciółmi o Australii, podróżowaniu, trochę o naszych planach i pracy. Jutro spotykamy się z kolejnym przyjacielem Sary, który pochodzi z Nowej Zelandii ale mieszka w Melbourne. Przy okazji z pewnością uda się też zobaczyć więcej tego pięknego i bardzo przyjaznego miasta, do którego już wiem że będę chciał wrócić w przyszłości.

Pozdrowienia z Collingwood,

Przemek

9 myśli na temat “Melbourne”

  1. Bardzo lubię i często czytam różne relacje z podróży. Po przeczytaniu wpisu z Melbourne muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, robisz to świetnie Przemek, pełen profesjonalizm. Czekam na następne wpisy 🙂

    Polubienie

  2. No suuuper ! Ale żeby na takiej wyprawie po bibliotekach i czytelniach chodzić to na to bym nie wpadł 😉 Fajnie piszesz. Ty chyba blogerem zostaniesz 🙂 Pozdrawiamy z zimowego Żywca.

    Polubienie

Skomentuj